top of page
Szukaj
  • Zdjęcie autoraPsychoterapia HELP

Huraoptymizm, czyli toksyczna pozytywność

Optymizm w nadmiarze również może szkodzić. O jego negatywnych konsekwencjach mówi Agnieszka Kasprzak, psychoterapeutka integracyjna i psycholog z Centrum Psychoterapii HELP.



Miewasz pacjentów, którym huraoptymizm utrudnia życie?

Tak, ale takie osoby zgłaszają się nie dlatego, że widzą świat w zbyt jasnych barwach, lecz dlatego, że nie radzą sobie w jakiejś sytuacji, relacji lub doświadczają objawów utrudniających codzienne funkcjonowanie. Dopiero w trakcie pracy terapeutycznej okazuje się, że duży udział w pogorszającym się samopoczuciu może mieć właśnie zderzenie nadmiernie optymistycznych przekonań z rzeczywistością. Pamiętajmy o tym, że szkodliwe może być wszystko, co sprowadzimy do ekstremum, nawet optymizm. Do mojego gabinetu trafia coraz więcej osób, które wierzą, że nie ma rzeczy niemożliwych. Niestety, w jakimś momencie swego życia boleśnie zderzają się z rzeczywistością. Nie mogą zrozumieć, dlaczego coś im nie wychodzi, pomimo, że wkładają w tę sprawę maksimum energii. Zaczynają odczuwać frustrację, złość, smutek, rozczarowanie, czasem lęk. Jednocześnie nie do końca potrafią zaakceptować fakt, że takie emocje się w nich pojawiają. Wtedy najczęściej zgłaszają się po pomoc. To jest właśnie moment na redefinicję dotychczasowych postaw.


Czym taka osoba różni się od "zwykłego" optymisty?

Optymizm zakłada koncentrowanie się w dużej mierze na pozytywnych aspektach rzeczywistości, nie oznacza jednak, że zaprzecza istnieniu negatywów. Optymista wie, że niepowodzenia i trudności są naturalnymi elementami życia, tak samo jak smutek, lęk, złość, rozczarowanie i inne, niekoniecznie pozytywne emocje. Ta świadomość nie przeszkadza mu jednak dostrzegać i doceniać przyjemne aspekty życia, na nich koncentrować swoją uwagę i mieć nadzieję, że ostatecznie sprawy potoczą się zgodnie z jego/jej oczekiwaniami.


W przypadku skrajnego optymizmu nie ma miejsca na trudne emocje. Mówimy tutaj o postawie zakładającej dyktat szczęścia – w każdej sytuacji należy dostrzegać pozytywy. Brak jest zgody na uznanie, że w życiu zdarzają się trudne sytuacje, ludzie doświadczają trudnych emocji, a na niektóre zdarzenia po prostu nie mamy wpływu.


Wszystko prezentuje się pięknie, kolorowo i radośnie; perfekcja bez jakichkolwiek rys. Brzmi to niczym opis idealnego profilu instagramowego...

Właśnie, w ten sposób przechodzimy do ważnego wątku, czyli tego, jak na nasze spostrzeganie rzeczywistości wpływają treści, z którymi stykamy się w intrenecie, obserwując rozmaitych influenserów z Instagrama albo Facebooka. Choć nie tylko ich. Podobnie rzecz się ma w przypadku internetowych speców od coachingu, czy poradników, oferujących przepisy na sukces typu: „gdy tylko czegoś pragniesz, to na pewno się uda" albo przedstawiających „proste zasady szczęśliwego życia w pięciu krokach". Ten przekaz kształtuje wyobrażenie, że nasz świat powinien być równie idealny, a jeśli jeszcze nie jest, to szybko i bez wysiłku możemy go takim uczynić. Nie uwzględniamy faktu, iż to, co widzimy w internecie, jest wyidealizowane.


Oczywiście taka "kultura nadmiarowego optymizmu " nie jest wynalazkiem ostatnich czasów. Podobne treści od dekad funkcjonują w telewizji oraz w świecie filmu i reklamy. Jednak dziś obrona przed taką narracją staje się trudniejsza, bo w niespotykanym wcześniej stopniu rośnie w siłę dzięki internetowi. Wydaje się, że to zjawisko można rozpatrywać nie tylko z perspektywy psychologicznej, ale też kulturowej i społecznej.


Do gabinetów terapeutycznych trafia coraz więcej osób zawiedzionych życiem, którym trudno poradzić sobie z rozdźwiękiem między tym, co serwuje im świat internetowy, a tym czego doświadczają w realnym życiu. Takie osoby często wierzą, że wszystko zależy wyłącznie od ich pozytywnego nastawienia i dobrych chęci i że jeżeli człowiek wystarczająco mocno czegoś chce to musi się udać. Niestety rzeczywistość często okazuje się być inna. Zamiast oczekiwanego sukcesu, pojawia się więc rozczarowanie, smutek, złość, frustracja, przekonanie, że może robię coś nie tak.


Jak skutecznie bronić się przed czymś, co przecież wydaje nam się wspaniałe?

Kluczowa jest tutaj samoświadomość, refleksja na temat tego, że wszystko, co przybiera ekstremalną i radykalną formę może być szkodliwe. Huraoptymizm na dłuższą metę może przysporzyć nam wiele trudności. Będzie to pierwszy, najważniejszy, krok do zrozumienia, że w życiu po prostu nie możemy być wiecznie szczęśliwi. Że nie możemy wypierać z życia jego gorszych aspektów oraz trudnych emocji, które się z nim wiążą. Wieczny uśmiech na twarzy, podczas gdy wewnątrz zmagamy się z emocjami negatywnymi, to jedynie maska. Miejmy świadomość, że absolutnie każdy z nas doświadcza kryzysów. Przed tym po prostu nie da się uciec i jest to zupełnie normalny i naturalny stan.


Wypierając negatywne emocje z naszego życia, broniąc się przed ich doświadczaniem lub zaprzeczając temu, że w życiu zdarzają się trudne chwile zaczynamy posługiwać się tzw. myśleniem magicznym. Zachowujemy się wtedy trochę jak dzieci, które myślą, że gdy schowają się pod kocem, staną się niewidzialne.


Skąd sie biorą skłonności do optymizmu i pesymizmu?

Istnieją na ten temat różne teorie. Są badania dowodzące, że optymizm koreluje z innymi cechami osobowości (np. niską neurotycznością, ekstrawersją), co prowadzi do wniosku, że istnieje związek optymizmu i pesymizmu z genetyką, i że są to predyspozycje wrodzone.


Natomiast Martin Seligman, amerykański psycholog i twórca pojęcia "psychologia pozytywna" oraz teorii wyuczonej bezradności, twierdzi, że optymizmu można się nauczyć. Owszem, nasze geny wciąż mają znaczenie, jednak zakładając, że optymizm i pesymizm to rodzaj postawy charakteryzującej to, jak tłumaczymy sobie pewne wydarzenia, należy wnioskować, że możemy takie postawy w sobie kształtować. Pewnie jednym przyjdzie to łatwiej, innym trudniej, na co wpłynie nie tylko genetyka, lecz również doświadczenia osobiste, ważne zdarzenia z życia. Komuś, kto doświadczył wielu  przeciwności losu lub traum, znacznie trudniej "trenować" optymizm. Choć, zaznaczmy, wciąż jest to możliwe.


Dodam, że z podobnym problemem mogą borykać się osoby, których opiekunowie z dzieciństwa reagowali na świat mocno negatywnie, np. przekazując dziecku katastroficzną wizję świata. Bardzo istotne jest pokazywanie dziecku, że oprócz radości, nadziei, zadowolenia, satysfakcji, w życiu zdarzają się również porażki, gorsze momenty, smutek czy lęk i trzeba nauczyć się to akceptować jako naturalny element ludzkiego doświadczenia.


Jakie realne problemy może wywołać nadmiar pozytywności?

Bardzo różne. Ktoś, kto prezentuje postawę radykalnie optymistyczną może na przykład doświadczyć trudności w nawiązanie głębszych relacji. Takie osoby są świetnym materiałem na znajomych, bo są wesołe, zawsze w dobrym humorze, nigdy nie narzekają. Problem pojawia się jednak, gdy ktoś z otoczenia takiej huraoptymistycznej osoby doświadczy poważnej trudności życiowej i będzie oczekiwać wsparcia, wysłuchania, a przede wszystkim zrozumienia. W takiej sytuacji huraoptymista zapewne, chcąc dobrze, i mając dobre intencje, zacznie zachęcać do szukania pozytywów, zacznie „wspierać” mówiąc np. „przecież nie jest tak źle”, „popatrz, inni mają gorzej”, „głowa do góry,” „najważniejsze to myśleć pozytywnie”.


Tego rodzaju reakcja sprawia, że osoby z otoczenia huraoptymisty mogą czuć się ignorowane i niezrozumiane a ich problemy bagatelizowane. Z osobą, która nasz mniejszy lub większy dramat kwituje z uśmiechem „luz, będzie dobrze", raczej trudno jest wejść w bliską, satysfakcjonującą relację.

Co sprawia, że huraoptymista trafia do twojego gabinetu?

Czasem może chodzić o swoiste "zmęczenie materiału", bo nieustanna walka o bycie wyłącznie szczęśliwym i wypieranie innych emocji to bardzo duże obciążenie psychiczne; czasami chodzi o jakiś impuls - utrata pracy, choroba lub śmierć kogoś bliskiego albo koniec jakiejś ważnej relacji. Wszystko to może sprawić, że huraoptymistyczna postawa przestanie się sprawdzać i konieczna będzie rewizja dotychczasowych przekonań, czasem przy pomocy specjalisty.


Jak leczy się huraoptymizm?

Ważne, żeby zaznaczyć, że huraoptymizm nie jest jednostką chorobową, więc jako takiego się go nie leczy. Nadmierny optymizm należy raczej rozumieć jako rodzaj postawy, która w niektórych okolicznościach może bardziej szkodzić niż pomagać. Sam w sobie nie jest problem, ale może przyczyniać się do powstania problemów. Przykładowo, przekonanie o tym, że gdy się wystarczająco postaram zawsze dostanę to, co chcę, może czasami, prowadzić do doświadczania silnej frustracji, lęku czy poczucia winy. A te stany, szczególnie jeśli są długotrwałe i nasilone, mogą utrudniać funkcjonowanie. Dlatego podczas psychoterapii na początku identyfikujemy problem, z którym zmaga się klient (np. chroniczne poczucie winy). Następnie szukamy typowych dla klienta sposobów myślenia, reakcji emocjonalnych oraz zachowań i sprawdzamy w jaki sposób wpływają one na powstawanie tego problemu lub w jaki sposób go podtrzymują. Jeśli np. huraoptymistyczne przekonania klienta w zderzeniu z życiowym niepowodzeniem okazują się przyczyniać się do doświadczania silnego poczucia winy, pracujemy nad modyfikacją tych nadmiernie optymistycznych przekonań i szukamy innych, bardziej adaptacyjnych sposobów myślenia oraz reagowania.



Agnieszka Kasprzak jest psychologiem, dyplomowanym psychoterapeutą integracyjnym. Tytuł magistra psychologii uzyskała na Uniwersytecie SWPS, gdzie ukończyła również studia podyplomowe z Diagnozy psychologicznej w praktyce klinicznej i roczny staż terapeutyczny w Akademickim Centrum Psychoterapii i Rozwoju. Ukończyła pełne 4–letnie szkolenie psychoterapeutycznego w Profesjonalnej Szkole Psychoterapii Instytutu Psychologii Zdrowia.

Agnieszka pracuje z osobami z dorosłymi, które doświadczają trudności emocjonalnych, zaburzeń depresyjno-lękowych czy zaburzeń osobowości. Pomaga tym, którym trudno zbudować satysfakcjonujące relacje z innymi oraz tym, którzy znaleźli się w trudnym momencie życia. Swoją pracę poddaje regularnej superwizji. 


30 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page